niedziela, 1 lutego 2009

air scratch

zauważyłam wczoraj nowe zjawisko. jak wiadomo, istnieje takie coś, co zwie się air guitar, i co praktykują zwykle panowie na koncertach, wczuwając się w rolę gitarzysty na scenie, z wielką ekspresją i namaszczeniem wyciskając z niewidocznych strun niesłyszalne dźwięki. wczoraj zauważyłam natomiast coś, co nazwałabym air scratchem, który to był reprezentowany przez jednego pana, co stał obok mnie, obserwując popisy dwóch brytyjskich didżejów, i z niemniejszą od gitarzysty z niewidzialną gitarą, ekspresją i namaszczeniem, w powietrzu scratchował niewidzialnymi płytami lub też machał niewidzialnym suwakiem crossfadera. ot taki można powiedzieć, turntablistyczny marzyciel.
to z gatunku zjawisk zabawnych.
natomiast z gatunku zjawisk zupełnie niefajnych, po raz kolejny doznałam zjawiska magnesu na lodówkę, polegającego na przyklejaniu się z tyłu do płci pięknej w roztańczonym tłumie przez jakiegoś nieszczególnie fajnego kolesia, który najwyraźniej traktuje to jako jedyny znany mu sposób zapoznawania płci pięknej (jakże nieskuteczny), zabierając jej tym samym jakąkolwiek przestrzeń do poruszania się i prowokując jej usilne przemieszczanie się w celu odnalezienia jakiegoś kawałka parkietu, pozbawionego tego typu sensacji cielesnych. a nie jest to łatwe. nie cierpię.

3 komentarze:

  1. .. to chyba nie jest `magnes na lodówkę`, tylko `magnes na piekarnik` , że tak puszczę wodze..

    OdpowiedzUsuń
  2. no tak, metafora dużo bardziej trafna :)

    OdpowiedzUsuń