wtorek, 24 lutego 2009

... kiedy je poproszę, namalują wszystko to co chcę

ostatnio wszystko jest o nazywaniu. ja się lubię zajmować nazywaniem, więc tak trochę jeszcze o nim pomówię. bo ono mi energii dodaje, jak mało co.
poza tym pomyślałam, że trochę trzeba się zająć blogiem, zamiast zwierzątkiem na fejsbuku, bo mi tu zbiednieje i zesmutnieje. (ewentualnie zamiast napierdalaniem w literki na fejsbuku.)

ostatnio było o nazywaniu kolorów. a konkretnie farb, co to zawsze mają takie ładne nazwy. jak szczypta papryki. jawajski brzask. cierpka cytryna. szelest traw. egzotyczny sen. lot trzmiela. dotyk jedwabiu. tajemnica gejszy. mus morelowy. budyń waniliowy. kawa z przyjacielem. karmazynowy przypływ. zapach mięty... (wyobraźcie sobie te wszystkie kolory.)
apetyczne. zmysłowe. miłe dla oka i ucha. bardzo synestezyjne.
ładne kolory łatwo się nazywa. wystarczy na nie spojrzeć. na przykład kolor, który ma passoa zmieszana z sokiem ananasowym w przezroczystej szklance. (no dobra, i z wódką). "żar tropików". to proste.
ale jak nazwać ładnie kolor błota pośniegowego? albo kundla burego? albo ściany wymalowanej sławetną srają? no właśnie, jak ładnie i poetycko na nowo nazwać sraję?
macie jakiś pomysł? ;)

5 komentarzy:

  1. no ani to poetyckie, ani nawet w gruncie rzeczy nawet ładne.

    OdpowiedzUsuń
  2. No ładne toto z założenia nie jest :D a F jak zwykle podszedł do sprawy profesjonalnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. a co trzeba zrobic zeby bylo poetyckie? W morzu skapany ponton z napisem 150u?

    OdpowiedzUsuń
  4. no, żeby było poetyckie, to nie wiem, jakąś poezję chyba.

    OdpowiedzUsuń