czwartek, 30 lipca 2009

historia poranna

jest dzisiaj taka.
postanawiam rano w końcu wstać do pracy (pierwsze postanowienie okazało się zupełnie nieskuteczne).
postanawiam również zrobić sobie herbatę, ponieważ jak nigdy dzisiaj właśnie muszę się napić słodkiej herbaty z duuużą ilością cytryny. wynurzam się z łóżka, otwieram drzwi i oceniam, że w drugiej części mieszkania pusto, czyli j nie wróciła. czyli nie czeka mnie żadna niespodzianka. w związku z tym postanawiam się nie ubierać w ogóle i idę do tej kuchni jak mnie pan bór stworzył. kręcę się tam chwilę, nalewam wodę do czajnika, włączam go. patrzę w okno. moje spojrzenie spotyka się ze spojrzeniem dziada, który stoi na balkonie na przeciwko. trochę mnie zatyka, być może coś tam próbuję się zasłonić, ogólnie uciekam z kuchni czym prędzej.

j mieszkała w tym mieszkaniu całe życie, i mówi, że jej to się nigdy nie zdarzyło. ale, jak wiadomo, ja przyciągam dziadów.
ament.